Przejdź do treści

Maryla Rodowicz nie wytrzymała po Roztańczonym Narodowym: „Tego się nie robi wokaliście”. Wszystko ujawniła

Maryla Rodowicz na PGE Roztańczonym Narodowym
Maryla Rodowicz na PGE Roztańczonym Narodowym FOT. Instagram/marylarodowicz

Tegoroczny „Roztańczony Narodowy” był wielkim świętem muzyki, jednak po finale imprezy w sieci pojawiły się nieprzyjemne komentarze. Internauci nie zostawili suchej nitki na nagłośnieniu. Ofiarą krytyki padła Maryla Rodowicz. Tak odpowiedziała na komentarze dotyczące jej wpadki.

Maryla Rodowicz przerywa milczenie po występie na Stadionie Narodowym

Sobotnie wydarzenie na PGE Narodowym przyciągnęła tłumy widzów i całą plejadę gwiazd. Obok Roxie Węgiel, Cleo, Young Leosi czy Zenka Martyniuka na scenie stanęła również ikona, Maryla Rodowicz. Po jej koncercie w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo komentarzy dotyczących brzmienia i formy wokalnej artystki.

Artystka postanowiła bezpośrednio zwrócić się do swoich słuchaczy i wyjaśnić, z czym musiała mierzyć się w trakcie widowiska. Jak sama przyznała, problemy nie zaczęły się na scenie, lecz na długo przed wyjściem do publiczności.

To było wczoraj na Narodowym, na Roztańczonym Narodowym. Miałam problem techniczny w trakcie koncertu i się posypałam – wyznała szczerze w mediach społecznościowych.

Działo się za kulisami imprezy. Nagle kazali skrócić występ

Głównym źródłem problemów okazała się presja czasu. Zaledwie dwa dni przed wydarzeniem artystka dowiedziała się, że przygotowany przez nią materiał musi zostać skrócony, z 12 do zaledwie 7 minut. Z setlisty początkowo chciano wręcz wykreślić jeden z jej kultowych utworów, na co gwiazda stanowczo się nie zgodziła.

A moje trzy utwory miały 12 min. Telefon do kierownika muzycznego: „Marcin, co robimy?”. On na to: „Musimy wyrzucić „Sekretarkę”.” „No co ty, „Sekretarka” być musi, bo jest zabawna, poza tym dobrze „kopie”, czyli inaczej dobrze żre, czyli „Sekretarką” musimy kończyć” – relacjonowała rozmowę z kierownikiem muzycznym.

„Zamiast skupić się na wokalu, czekałam w panice”. Maryla szczerze o „Roztańczonym Narodowym”

Zmiany wprowadzane na ostatnią chwilę w połączeniu z tysiącem fanów doprowadziły do problemów w trakcie wykonania. Podsłuch i nowa sytuacja zaskoczyły gwiazdę.

Ja, jak ten koń do stajni, przyzwyczajona do starego wstępu. No ludzie, ja ten numer śpiewam 46 lat. Tego się nie robi wokaliście dwa dni przed koncertem. Zamiast się skupić na dobrym wokalu, czekałam w panice na refren, na zwrotkę, na zakończenie – wyznała.

Moment na scenie opisała wprost:

Wstęp… Czekam na zwrotkę, a słyszę, że chórek śpiewa refren. „Boże, gdzie ja jestem?”

Piosenkarka podkreśliła, że jej wpis nie jest szukaniem usprawiedliwień, lecz szacunkiem wobec odbiorców, którzy zasługują na pełną prawdę o warunkach pracy na żywo.

Tłumaczę się dlatego, żeby przeprosić fanów i powiedzieć, że śpiewanie na żywca w różnych warunkach niesie ze sobą pułapki. Wiem, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja obiecuję nie zgadzać się w przyszłości na taki tor przeszkód – podsumowała piosenkarka.

Udostępnij:
Julianna Mrozowicz
Julianna Mrozowicz

Dziennikarka i redaktorka specjalizująca się w tematyce show-biznesowej i modowej. Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Rzeszowskim. Śledzi światowe wybiegi, czerwone dywany i media społecznościowe gwiazd. Pasjonuje się świadomą modą i lokalnym rzemiosłem. W "CIAO!" pisze o trendach i show-biznesie.