Śmierć Jana Frycza. Takimi słowami pożegnała go wnuczka Helena
Pożegnanie Jana Frycza na warszawskich Powązkach było pełne wzruszeń. Szczególnie poruszyły słowa ośmioletniej wnuczki aktora, Heleny. Dziewczynka w jednym zdaniu wyraziła, kim był dla niej ukochany dziadek.
Pogrzeb Jana Frycza. Bliscy pożegnali aktora na Powązkach
7 września na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie odbyło się pożegnanie Jana Frycza. W ostatniej drodze aktorowi towarzyszyli członkowie rodziny, przyjaciele oraz przedstawiciele środowiska teatralnego i filmowego. Uroczystość stała się okazją nie tylko do przypomnienia jego dorobku artystycznego, ale przede wszystkim do przywołania osobistych wspomnień.
Jan Frycz przez lata należał do najbardziej cenionych polskich aktorów. Występował na deskach teatrów, w filmach i serialach, tworząc wiele charakterystycznych ról. Dla widzów był artystą o niezwykłej charyzmie, jednak dla najbliższych pozostawał przede wszystkim ojcem i dziadkiem.
Podczas ceremonii odczytano wspomnienia jego dzieci i wnuków. Wśród nich znalazły się słowa córki aktora, Olgi Frycz, która opowiedziała o rodzinnych relacjach i wspólnych chwilach spędzonych z ojcem. Szczególne emocje wzbudziło jednak krótkie pożegnanie ośmioletniej Heleny.

Wnuczka Jana Frycza pożegnała dziadka. Wystarczyło jedno zdanie
Helena, ośmioletnia córka Olgi Frycz, pożegnała dziadka w niezwykle prosty, ale poruszający sposób. Dziewczynka nie potrzebowała długiej przemowy, aby wyrazić swoje uczucia. W kilku słowach pokazała, jak ważną osobą był dla niej Jan Frycz.
Był najlepszym dziadkiem na świecie – tak Helena wspominała ukochanego dziadka.
To krótkie zdanie nabrało szczególnego znaczenia w kontekście pozostałych rodzinnych wspomnień. Podczas uroczystości wielokrotnie podkreślano bowiem, że aktor bardzo angażował się w życie swoich wnuków i starał się budować z każdym z nich indywidualną relację.
Nie chodziło o drogie prezenty czy wyjątkowe atrakcje. Najważniejszy był czas, który poświęcał dzieciom, oraz uwaga, jaką im okazywał. Dla wnuków Jan Frycz nie był przede wszystkim znanym aktorem, którego twarz rozpoznawały miliony widzów. Był dziadkiem, który interesował się ich codziennością.
czytaj także:
Jan Frycz miał wyjątkową relację z wnukami. Każdemu poświęcał osobny czas
Podczas pogrzebu przytoczono również wspomnienia innych wnuków aktora. Szczególnie poruszający był fragment dotyczący jego podejścia do rodzinnych spotkań. Jak wynikało ze słów odczytanych przez mistrza ceremonii, Jan Frycz przywiązywał ogromną wagę do uważności i obecności w relacjach z najbliższymi.
Bolało go, że ludzie nie poświęcają sobie nawzajem wystarczającej ilości uwagi. Ta sprawa uważności przekładała się również na spotkania z wnuczkami Hanią i Gają.
Aktor miał spotykać się z wnuczkami osobno, aby każdej z nich móc poświęcić całą uwagę. Nie chciał, by wspólnie spędzany czas był jedynie dodatkiem do innych zajęć. Zależało mu na tym, aby w danej chwili być naprawdę obecnym.
Olga Frycz wspomina ojca. „Kochaliśmy go bardzo”
Podczas uroczystości głos zabrała również Olga Frycz. Aktorka wspominała ojca z czułością, ale nie zabrakło także humoru, który – jak sama przyznała – po nim odziedziczyła.
Ja po ojcu z pewnością odziedziczyłam poczucie humoru i umiejętność robienia pierogów ruskich. (…) Z każdym swoim dzieckiem i wnukiem miał swoją osobną, intymną sprawę. Kochaliśmy go bardzo i najważniejsze, że o tym wiedział.
Wspomnienia Olgi pokazały Jana Frycza jako człowieka mocno zaangażowanego w życie rodzinne. Aktor z radością uczestniczył w przedszkolnych przedstawieniach i jasełkach, a narodziny kolejnych wnucząt były dla niego ważnymi wydarzeniami.
powiązane artykuły:
Dziennikarka i redaktorka specjalizująca się w tematyce show-biznesowej i modowej. Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Rzeszowskim. Śledzi światowe wybiegi, czerwone dywany i media społecznościowe gwiazd. Pasjonuje się świadomą modą i lokalnym rzemiosłem. W "CIAO!" pisze o trendach i show-biznesie.




