Polacy ostro dyskutują o zbiórce Danuty Stenki. Padły słowa o sprzedaży nieruchomości
Apel Danuty Stenki poruszył tysiące osób, ale nie wszyscy zareagowali współczuciem. W sieci pojawiły się również krytyczne głosy. Część internautów pyta, dlaczego kosztowne leczenie aktorki i jej bliskich mają finansować darczyńcy.
Zbiórka Danuty Stenki wywołała dyskusję
Zbiórka na leczenie męża Danuty Stenki wywołała ogromne poruszenie. Aktorka zwróciła się do internautów z prośbą o pomoc, gdy u jej męża, Janusza Grzelaka, zdiagnozowano agresywnego szpiczaka plazmocytowego. Na potrzebną terapię rodzina musi zebrać około dwóch milionów złotych. Odzew był błyskawiczny – w krótkim czasie na koncie zbiórki pojawiła się kwota przekraczająca 1,6 mln zł.
Nie wszyscy jednak przyjęli apel aktorki bez zastrzeżeń. W komentarzach pojawiły się głosy osób, które kwestionują sens organizowania publicznej zbiórki dla znanej osoby. Internauci zwracają uwagę na sytuację zwykłych rodzin, które również mierzą się z ciężkimi chorobami, a nie zawsze mają możliwość nagłośnienia swojej historii. Pojawia się też argument, że osoby publiczne powinny w pierwszej kolejności wykorzystać własne zasoby finansowe.
Wśród krytycznych komentarzy pojawiły się sugestie, że rodzina aktorki powinna samodzielnie pokryć koszty leczenia, na przykład poprzez sprzedaż majątku. Jeden z internautów napisał pod publikacją:
Może tak sprzedać jakąś nieruchomość, każde życie jest ważne, ale myślę, że dzieci bardziej by się z tej pomocy ucieszyły, to się nazywa poświęcenie dla ogółu.
To właśnie tego rodzaju wypowiedzi pokazują, jak mocno temat zbiórek osób rozpoznawalnych potrafi dzielić odbiorców. Część komentujących uważa, że znane nazwisko daje ogromną przewagę w pozyskiwaniu pieniędzy. Osoba, której historia trafia do mediów, może dotrzeć do tysięcy potencjalnych darczyńców w ciągu kilku godzin. Tymczasem wiele rodzin bez rozpoznawalności musi długo walczyć o zainteresowanie swoją zbiórką.
W dyskusji powraca również pytanie o sprawiedliwość. Czy popularność powinna decydować o tym, komu łatwiej zebrać pieniądze na leczenie? I czy osoby publiczne powinny być oceniane surowiej, kiedy proszą o finansowe wsparcie?
Danuta Stenka nie prosi o pieniądze dla siebie. Chodzi o życie jej męża
Warto jednak spojrzeć na sytuację z perspektywy samej aktorki i jej rodziny. Danuta Stenka przez lata bardzo chroniła prywatność najbliższych. Tym razem zdecydowała się opowiedzieć o dramatycznej diagnozie, ponieważ – jak przekazała – potrzebują pomocy, której koszt przekracza ich możliwości finansowe.
U Janusza Grzelaka zdiagnozowano szpiczaka plazmocytowego, czyli nowotwór układu krwiotwórczego. Rodzina wskazuje, że szansą jest nowoczesna terapia CAR-T, której koszt oszacowano na około dwa miliony złotych. Według apelu aktorki leczenie nie jest refundowane, a czasu na zebranie potrzebnej kwoty jest niewiele.
Stenka nie ukrywała emocji, kiedy zwracała się do internautów. Podkreślała, że nie chodzi o wygodę czy poprawę warunków życia, ale o możliwość podjęcia leczenia, które może dać jej mężowi szansę.
Dzisiaj ja przychodzę z prośbą o pomoc dla mojej najbliższej rodziny, dla mojego męża. Jak grom z jasnego nieba spadła na nas diagnoza – bardzo agresywny szpiczak.
Aktorka zwróciła uwagę również na ogromną kwotę, która jest potrzebna, by rozpocząć terapię.
Terapia, która może uratować mu życie, jest nierefundowana, a suma całkowicie przekracza nasze możliwości. To około dwóch milionów, mało tego goni nas czas, zostało bardzo mało czasu.
W opisie zbiórki Stenka napisała także o tym, jak choroba zmieniła codzienność całej rodziny. Zwykłe rozmowy, wspólne plany i drobne chwile, które wcześniej wydawały się oczywiste, dziś nabrały zupełnie innego znaczenia.
czytaj także:
Tak bardzo chciałabym, żebyśmy mogli wrócić do naszej zwyczajnej codzienności. Do wspólnych planów, rozmów i tych wszystkich drobiazgów, które dziś znaczą dla mnie więcej niż kiedykolwiek.

Internauci przypominają o drugiej stronie zbiórki
Wśród osób komentujących zbiórkę nie brakuje również tych, które stanowczo bronią decyzji Danuty Stenki. Zwracają uwagę, że ciężka choroba może dotknąć każdego – niezależnie od zawodu, popularności czy sytuacji życiowej. Ich zdaniem nie ma nic niewłaściwego w proszeniu o pomoc, jeżeli stawką jest zdrowie i życie najbliższej osoby.
W takich dyskusjach pojawiają się głosy podkreślające, że nikt nie powinien być oceniany za szukanie ratunku dla ukochanej osoby. Wśród przykładowych opinii oddających to stanowisko można wskazać:
- Nie rozumiem, jak można krytykować kobietę, która walczy o życie swojego męża. Nikt nie ma obowiązku wpłacać pieniędzy, ale odrobina empatii nikomu nie zaszkodzi.
- Dwa miliony złotych to niewyobrażalna kwota. Nawet znana osoba nie musi mieć takich pieniędzy na koncie.
- Dzisiaj pomagamy Danucie Stence, jutro sami możemy znaleźć się w podobnej sytuacji. Nie oceniajmy.
- Każdy ma prawo prosić o pomoc. To darczyńcy decydują, czy chcą wesprzeć zbiórkę.
Ważny jest także sam koszt terapii. Dwa miliony złotych to kwota, która dla większości rodzin pozostaje poza zasięgiem. Nawet posiadanie oszczędności nie musi oznaczać możliwości szybkiego zgromadzenia tak dużych środków.
Warto jednak pamiętać, że nie znamy pełnej sytuacji finansowej rodziny Stenki. Trudno więc przesądzać, jakie możliwości samodzielnego sfinansowania leczenia rzeczywiście mają aktorka i jej bliscy. Publiczna zbiórka nie oznacza też przymusu wpłacania pieniędzy. Każdy może zdecydować, czy chce wesprzeć konkretną historię.
Polacy podzieleni po apelu Danuty Stenki. Jedno pytanie wraca w komentarzach
Sprawa Danuty Stenki ponownie otworzyła dyskusję o publicznych zbiórkach na leczenie. Kiedy o pomoc prosi osoba znana, informacja błyskawicznie trafia do mediów, a pieniądze potrafią napływać w imponującym tempie. Nie oznacza to jednak, że sama choroba jest mniej poważna albo że rodzina nie może znaleźć się w sytuacji, w której potrzebuje wsparcia.
Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że rozpoznawalność daje ogromną przewagę. Wiele rodzin walczących o zdrowie swoich bliskich nie ma możliwości dotarcia do tak szerokiego grona odbiorców. Właśnie ten problem pojawia się w krytycznych opiniach dotyczących zbiórek osób publicznych:
- A co z rodzinami, które nie mają znanego nazwiska i muszą same walczyć o każdą złotówkę?
- Zwykły Kowalski też choruje, ale jego zbiórka często nie dociera nawet do kilku tysięcy osób.
- Rozumiem dramat rodziny, ale osoby znane mają znacznie większe możliwości nagłośnienia zbiórki.
- Nie krytykuję samej prośby o pomoc, tylko to, że jedni dostają wsparcie błyskawicznie, a inni pozostają niezauważeni.
Czy można jednocześnie współczuć rodzinie Danuty Stenki i zastanawiać się nad nierównościami w systemie zbiórek? Te dwie postawy wcale się nie wykluczają.

powiązane artykuły:
Specjalizuje się w tematyce show-biznesowej. Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UKSW w Warszawie. Wcześniej zdobywała doświadczenie jako specjalistka ds. influencer marketingu oraz asystentka twórców internetowych. Pasjonuje się literaturą, recenzuje książki i z zainteresowaniem śledzi najnowsze trendy w branży beauty.




