Afera o pracę u Łatwoganga. Tłumaczy pensję, warunki i rolę matki. Ujawniono SMS-y
Łatwogang zabrał głos po krytyce ogłoszenia o pracę dla osobistego asystenta. Influencer wyjaśnił kontrowersyjne warunki zatrudnienia i ujawnił, kto przygotował ofertę.
Łatwogang szukał asystenta. Ogłoszenie wywołało burzę w sieci
Łatwogang ponownie znalazł się w centrum zainteresowania internautów. Tym razem nie za sprawą transmisji internetowych czy kolejnej akcji charytatywnej, lecz ogłoszenia o pracę, które pojawiło się na portalu Pracuj.pl.
Influencer poszukiwał osoby do bezpośredniej współpracy przy realizacji swoich projektów. Zakres obowiązków obejmował między innymi pomoc podczas nagrań, organizowanie rekwizytów i lokalizacji, a także wsparcie w planowaniu wydarzeń.
W ogłoszeniu wskazano pełny wymiar pracy oraz możliwość wykonywania obowiązków również w weekendy. Jednocześnie oferowano umowę zlecenia, a wysokość wynagrodzenia nie została podana.
To właśnie te warunki wzbudziły największe kontrowersje. Część internautów zaczęła zastanawiać się, dlaczego przy tak szerokim zakresie obowiązków influencer nie proponuje umowy o pracę.
Dyskusję podsycał również brak informacji o zarobkach. W komentarzach pojawiały się pytania, czy oferta rzeczywiście zapewnia odpowiednie warunki osobie, która miałaby pozostawać do dyspozycji twórcy.
Łatwogang postanowił odnieść się do zarzutów. W prywatnej wiadomości, której zrzut ekranu trafił do sieci, szczegółowo wyjaśnił swoją wersję wydarzeń.
Łatwogang tłumaczy się z ogłoszenia. „Moja mama robiła zgłoszenie”
Influencer przyznał, że ogłoszenie nie zostało przygotowane bezpośrednio przez niego. Jak wyjaśnił, za jego publikację odpowiadała mama, która mogła przedstawić wymagania w sposób bardziej rozbudowany, niż było to konieczne.
Generalnie moja mama robiła zgłoszenie i może nadwyraz opisała wymagania xD. Ale generalnie rzeczywiście szukaliśmy asystentki/asystenta i to w gruncie rzeczy tyle – napisał Łatwogang.
Następnie odniósł się do najczęściej krytykowanego elementu oferty, czyli zatrudnienia na podstawie umowy zlecenia.
Według influencera charakter jego pracy sprawia, że trudno ustalić stały harmonogram obowiązków. Jednego dnia asystent może być potrzebny przez osiem godzin, kolejnego przez trzy, a czasami pracy jest jeszcze mniej.
W jeden dzień taka osoba pracuje 8h czasem w inny 3h a czasem wgl jest to mocno nie regularne i losowe – wyjaśnił.
Twórca przekonywał, że właśnie dlatego zatrudnienie na podstawie umowy o pracę nie odpowiadałoby jego potrzebom organizacyjnym.
Podkreślił również, że ostatecznie zatrudnił osobę studiującą, której taka forma współpracy miała odpowiadać.
Łatwogang zapewnia, że dobrze płaci. Nie zdradził jednak kwoty
W dalszej części wypowiedzi influencer odniósł się do kwestii traktowania współpracowników.
czytaj także:
Zapewnił, że stara się podchodzić do organizacji pracy elastycznie. Jeśli jego asystent lub asystentka ma ważne zobowiązania albo potrzebuje dnia wolnego, jest gotowy dostosować do tego wspólne plany.
Gdybym cos zrobił lipnie przyznałbym sie bez bicia ale realnie z kazdym jak pracuje to dbam zeby miał czas, przestrzeń – napisał.
Łatwogang podkreślił także, że zależy mu na dobrych relacjach z osobami, z którymi współpracuje. Nie chce, aby praca odbywała się kosztem ich życia prywatnego.
Osobny fragment wiadomości poświęcił wynagrodzeniu.
Jeżeli chodzi o pieniądze to płace serio bardzo dobrze i zależy mi ze jak z kimś działam żeby dobrze mu się żyło a nie żeby go wykorzystać – zapewnił.
Influencer nie podał jednak konkretnej stawki, dlatego nadal nie wiadomo, ile faktycznie zarabia osoba zatrudniona na stanowisku jego asystenta.
Łatwogang odpiera zarzuty. „Bardziej na domysłach powstały jakieś oskarżenia”
Twórca odniósł się również do negatywnych komentarzy, które pojawiły się po publikacji ogłoszenia.
Jego zdaniem część krytyki wynikała z błędnych założeń dotyczących rzeczywistych warunków współpracy.
Bardziej na domysłach powstały jakieś oskarżenia niż na faktach – stwierdził.
Łatwogang przekonywał, że zależy mu na zespołowym podejściu do realizowanych projektów, a nie na wykorzystywaniu pracowników.
Jego wyjaśnienia rzucają nowe światło na kontrowersyjne ogłoszenie, choć nie rozwiewają wszystkich wątpliwości. W szczególności nadal nie jest znana wysokość wynagrodzenia ani szczegółowe zasady rozliczania czasu pracy.
Sam influencer zapewnia jednak, że znalazł już odpowiednią osobę, a warunki współpracy odpowiadają obu stronom.

powiązane artykuły:
Dziennikarka z pasją do popkultury i show-biznesu. Absolwentka dziennikarstwa na UKSW w Warszawie. Śledzi życie gwiazd, trendy w social mediach i najważniejsze wydarzenia ze świata rozrywki. Obecnie mieszka w Norwegii, dlatego szczególnie bliskie są jej skandynawska kultura i literatura. Miłośniczka oscarowego kina. Na łamach "CIAO!" pisze o tym, co najgorętsze, z lekkim piórem i wyczuciem tematu. Zodiakalna Ryba.




