Przejdź do treści

Wszyscy uciekali przed strzelaniną, a ona ruszyła w przeciwną stronę. Niezwykła historia z Krakowa

Iwona Kościelna przyjechała do Krakowa na rodzinny weekend. Gdy na Rynku rozległy się strzały, zamiast uciekać, ruszyła na pomoc poszkodowanym. Jej córka opowiedziała o dramatycznych chwilach.

Pielęgniarka z Jarocina Iwona Kościelna i Rynek w Krakowie po strzelaninie
Pielęgniarka z Jarocina Iwona Kościelna i Rynek w Krakowie po strzelaninie FOT. Facebook, East News

Rodzina z Jarocina przyjechała do Krakowa. Nagle rozległy się strzały

Iwona Kościelna wybrała się do Krakowa na weekend z najbliższymi. Towarzyszyli jej córka Milena Sobczak, zięć, wnuk oraz druga seniorka rodziny. Nikt nie przypuszczał, że zwyczajny wyjazd zamieni się w dramat, który na długo pozostanie w ich pamięci.

W sobotę rodzina postanowiła się rozdzielić. Pani Milena wraz z mężem i dzieckiem wróciła do hotelu, natomiast jej mama i teściowa pozostały w centrum miasta.

Kiedy małżeństwo obudziło się i dowiedziało o strzelaninie na krakowskim Rynku Głównym, natychmiast zaczęło kontaktować się z bliskimi. Telefony pozostawały jednak bez odpowiedzi.

Nie wiedzieli wówczas, że obie kobiety znalazły się w samym centrum dramatycznych wydarzeń.

Przypadek uratował im życie? Wszystko przez rozlany sok

O niezwykłym zbiegu okoliczności pani Milena opowiedziała w rozmowie z „Faktem”. Okazuje się, że chwilę przed strzelaniną jej mama przypadkowo oblała spodnie sokiem.

Postanowiła więc wejść do sklepu Zara na krakowskim Rynku, aby kupić nowe ubranie. Towarzyszyła jej druga kobieta.

Anioł stróż nad nami czuwał. Mama oblała się sokiem, miała całe mokre spodnie i chciała po prostu kupić nowe. Weszła do sklepu Zara na krakowskim Rynku. Ekspedientka pokierowała ją i moją teściową na drugie piętro. W momencie, gdy tam weszły, na dole padły strzały – relacjonowała pani Milena w rozmowie z „Faktem”.

W sklepie wybuchła panika. Przerażeni ludzie zaczęli uciekać z parteru na wyższe piętra, szukając bezpiecznego schronienia.

Iwona Kościelna podjęła jednak zupełnie inną decyzję.

Zobacz także: Dwaj lekarze przypadkiem znaleźli się blisko strzelaniny

Pielęgniarka ruszyła pod prąd. Zaczęła ratować poszkodowanych

Iwona Kościelna jest z zawodu pielęgniarką. Gdy usłyszała strzały i zobaczyła uciekających ludzi, zdecydowała się zejść na dół, aby sprawdzić, czy ktoś potrzebuje pomocy.

Mama szła pod prąd, żeby ratować ludzi – powiedziała jej córka.

Druga kobieta również pracuje jako pielęgniarka i chciała dołączyć do akcji ratunkowej. Została jednak zatrzymana przez ochroniarza, który ze względów bezpieczeństwa nakazał osobom przebywającym na piętrze pozostać na miejscu.

Na dole pani Iwona zobaczyła dramatyczne sceny. Według relacji przekazanej „Faktowi” znajdowały się tam dwie postrzelone osoby oraz około 60-letni mężczyzna wymagający natychmiastowej pomocy.

U starszego mężczyzny wystąpiły objawy, które mogły wskazywać na zawał serca. Rozpoczęto resuscytację krążeniowo-oddechową.

Prawdopodobnie był to efekt ogromnego stresu i sytuacji, w której się znalazł. Niestety reanimacja nie przyniosła skutku, nie udało się go uratować – przekazała rodzina.

To relacja bliskich pielęgniarki. Dokładna przyczyna śmierci mężczyzny nie została w niej medycznie potwierdzona.

Reanimowała poszkodowanych podczas strzelaniny. Córka ujawniła szczegóły

Wśród osób potrzebujących pomocy była również młoda kobieta, która według relacji rodziny odniosła obrażenia postrzałowe.

Była też młoda kobieta, około 30-letnia, która została postrzelona. Po reanimacji została przetransportowana do szpitala śmigłowcem – opowiadała pani Milena.

Akcja ratunkowa wymagała ogromnego wysiłku fizycznego i psychicznego. Jak wynika z wypowiedzi córki, Iwona Kościelna po wielominutowej reanimacji odczuwała silne dolegliwości bólowe.

To ogromny wysiłek, zwłaszcza gdy prowadzi się ją przez tak długi czas – tłumaczyła krewna w rozmowie z „Faktem”.

Mimo dramatycznych przeżyć najważniejsze dla rodziny jest to, że wszyscy jej członkowie bezpiecznie wrócili do domu.

Rodzina wróciła do Jarocina. „Jesteśmy wszyscy bezpieczni”

Po wydarzeniach w Krakowie pani Milena wraz z bliskimi wróciła do Jarocina.

Jesteśmy wszyscy bezpieczni. To najważniejsze – podkreśliła w rozmowie z „Faktem”.

Historia Iwony Kościelnej pokazuje, jak nieoczekiwany obrót mogą przybrać wydarzenia. Kobieta, która weszła do sklepu z powodu przypadkowo rozlanego soku, chwilę później znalazła się w samym środku akcji ratunkowej.

Gdy inni szukali schronienia, ona wykorzystała swoje zawodowe doświadczenie, aby pomagać potrzebującym. Jej postawa stała się jednym z poruszających świadectw wydarzeń, które rozegrały się w Krakowie.

Zobacz także: Kim była siostra Michała O.? Niedawno spełniła swoje marzenie

Udostępnij:
Kamila Krawczyńska
Kamila Krawczyńska

Dziennikarka z pasją do popkultury i show-biznesu. Absolwentka dziennikarstwa na UKSW w Warszawie. Śledzi życie gwiazd, trendy w social mediach i najważniejsze wydarzenia ze świata rozrywki. Obecnie mieszka w Norwegii, dlatego szczególnie bliskie są jej skandynawska kultura i literatura. Miłośniczka oscarowego kina. Na łamach "CIAO!" pisze o tym, co najgorętsze, z lekkim piórem i wyczuciem tematu. Zodiakalna Ryba.